Ceremonia zakończenia City Trail 2014/2015

7 kwietnia 2015 r. hmmm, zwykła data, ale nie dla wszystkich! Otóż tego dnia odbyła się w Centrum Kultury w Katowicach ceremonia zakończenia Cyklu Grand Prix City Trial 2014/2015. Miechowicka Grupa Biegowa przybyła w licznym gronie, by uczestniczyć w uroczystości przekazania wybieganych pucharów, nagród i medali
Gala rozpoczęła się kilkuminutowym filmem, który przypomniał mi osobistą walkę z sobą, by przebiec 5 km i to w jak najlepszym czasie (tym bardziej, że były to moje pierwsze zawody) Oj pamiętam jak po każdym biegu analizowałam swój czas uwzględniając samopoczucie, warunki atmosferyczne itd  🙂
Wracając do Ceremonii, po wspomnieniach nadszedł czas na ogłoszenie zwycięzców Cyklu Grand Prix Katowice City Trial Junior:
– w kategorii DO I miejsce zajęła Uwagaaaa!!!: Madzia Miedzik!!!! Gratulacje !!!
– w kategorii D1 III miejsce zajął Uwagaaaa !!!: Mateusz Nowak !!!! Gratulacje !!!
– w kategorii D3 II miejsce zajął Uwagaaa !!!: Krzysiek Kandora !!!! Gratulacje!!!
Gratuluję również pozostałym niezwykłym uczestnikom: Alicji Miedzik, Jasiowi Matuciowi, Kasi Kandora, Maciejowi Kandora, Oskarowi Sczyszczajowi, Magdzie Urbańskiej, Pawłowi Bełcowi, Kacprowi Zamojskiemu.
Kolejnym punktem programu było ogłoszenie zwycięzców w rywalizacji głównej:
– w Biegu Głównym III miejsce zajął Uwagaaa!!!: Darek Laksa !!!! Gratulacje!!!
– w kategorii K30 II miejsce zajęła Uwagaaa!!!: Ola Madeja!!!! Gratulację!!!
– w kategorii K40 I miejsce zajęła Uwagaaa!!!: Beata Adamczyk -Nowak!!!! Gratulacje!!!
– w klasyfikacji Drużynowej zajeliśmy Uwagaaa!!! Uwagaaa!!! Uwagaaa!!! Uwagaaa!!!
II miejsce dzięki Grzesiowi Ziętkowi, Oli Madeji, Beacie Adamczyk-Nowak i Darkowi Laksie!!!! Gratulacje!!!!
Na końcu uhonorowano pozostałych biegaczy wspaniałīmi medalami. Było głośno, radośnie, cudnie !!!Gratuluję wszystkim i sobie.
Ceremonia dobiegła końca. Ale czy to koniec? Nie!!! Dla mnie to dopiero początek pięknej przygody z Cyklu Grand Prix City Trial !!! Do zobaczenia !!!!
relacjonowała: Joanna Zachłod
i
Wielkie dzięki!!!! Wielkie gratulacje!!! Wielka duma!!!! Wielka radość!!!!photo_03photo_02 photo_01

Półmaraton Żywiecki

A my, tzn. ja i Robert Wróblewski, meldujemy się po Półmaratonie dookoła Jeziora Żywieckiego 🙂
Gdyby ktoś, jakiś czas temu powiedział mi, że będę biegał wokół tego jeziora to rzekłbym, żeby puknął bym się w główkę 😀  Ja? Wokół Jeziora Żywieckiego? Taki kawał drogi? Po tych pagórkach?
Ale nie taki diabeł straszny jak go malują. Obaj wracamy z życiówkami.
Robert 1:43:51 (gratulacje 🙂  ), mnie udało się nabiegać 1:37:37.
Po przebiegnięciu tamy (ok. 10-11 km) dmuchnęło dość mocno, tzw. „wmordewind” i akurat nie było się za kim schować. Na 14-tym km czułem i widziałem na zegarku, że jest ciut powyżej średniej (14 km w 4:52). Później do 15 km-a był krótki ale szybki zbieg, na którym nogi niosły  🙂
I tu się zaczynało najlepsze….. Najpierw punkt odżywczy (wziąłem izotonik i wodę do czapki), później równe 1-1,5 km-a ale wciąż czuć podmuchy „wmordewindu”. No i wreszcie 17 km – mocno w górę. Poszło dość gładko  🙂  Zbieg, w trakcie którego widać już co czeka nas na następnym kilometrze. Koleś obok klnie siarczyście na widok tego podbiegu. Na dole, o dziwo, nie wygląda już tak strasznie. Staram się biec równo, rytmicznie pomagając sobie rękami. W którymś momencie zerkam na zegarek – jest to 18,56 km – wiem, że podbieg kończy się na 19-tym km-ie. Jak nie teraz to kiedy? Przyspieszam. Nie jakoś mocno ale tak, by na szczycie być wyjechanym na maxa. Dalej już będzie tylko w dół……  😀  Na szczycie jest jeszcze punkt odżywczy ale płuczę tylko usta i heja…… w dół do ronda ile fabryka dała! 20-ty km wychodzi w 3:45. Za rondem zostaje już długa prosta w kierunku miasta, jeszcze tylko 4-5 min wysiłku i będzie meta. Chcę to pobiec równo, bez jakiegoś spinania się na finisz, bo i po co. Ma to być równy, mocny kilometr taki, jak biegam na interwałach. Biegniemy w grupie kilku osób, wszyscy cisną, nie ma zmiłuj  🙂
Skrzyżowanie….. uliczka do Rynku, nie pamiętam ale chyba brukowana była. Już widać balon….. ale to nie ten balon….. Jest szpaler ludzi, jest wąsko, jednak coś tam finiszuję i kogoś wyprzedzam. Jest META!
Tym razem pamiętam by zastopować zegarek. Ostatni km wyjdzie po 4:14.
Za metą dziewczyny z medalami – „Gratuluję”. „Dziękuję”. Butelka wody żywieckiej do łapy i o dziwo, tym razem nie ma szukania trawnika, by odetchnąć, odpocząć. Jest luz. Czyli nie było to jeszcze „w trupa”. Trzeba znaleźć siłę i motywację by ten ostatni km pobiec trochę mocniej.
Dreptam chwilę w miejscu, chodzę tu i tam ale za metą ciasno. Nie wiem dlaczego ci ludzie stoją centralnie za metą….  🙄
W końcu idę w kierunku trasy, przed metę zobaczyć może ktoś znajomy pobiegnie i może uda się wyhaczyć Roberta. I za chwilę rzeczywiście jest! Patrzę na swój zegarek…… jest 12:43 – czyli Robert nabiegał dużo lepiej niż chciał! Gratulacje Robert!

W biegu wzięło udział ponad 1800 uczestników. Padł rekord trasy kobiet (po 11 latach) – 1:16:46. Wśród mężczyzn warto podkreślić, że 5-te miejsce zajął Jarek Gniewek z Bielska-Białej – gość, który w ub. roku wygrał Iron Run Festiwalu Biegowego w Krynicy. Tak więc jest to biegacz wszechstronny i szybki.
Podobno czołówka mężczyzn tasowała się na trasie, nie było tak, że uciekł jeden czy dwóch Kenijczyków i było „pozamiatane”. Różnica pomiędzy 1-wszym a 2-gim to 15 sek.

Tak to było w Żywcu……  😀
Jacek Chuchlaphoto_01 photo_02

II Harpagańska dycha

Miechowicka Grupa Biegowa była dzisiaj wszędzie tam, gdzie działo się coś ciekawego. Kilka osób z „pomarańczowej rodziny” skuszeni wspomnieniami z zeszłorocznego biegu, postanowiło w ostatni weekend marca zaznaczyć swoją obecność w Sosnowcu w drugiej edycji biegu pod nazwą „Harpagańska Dycha”. Wbrew stereotypom Sosnowiec okazał się dla nas bardzo gościnny, bieg był zorganizowany bardzo dobrze, w pakietach startowych kilka niespodzianek m.in. koszulka techniczna, opaska na rękę z kieszonką czy kalendarzyki i nawet pogoda na zamówienie. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce przywitał nas zimny wiatr, ale kiedy wyruszyliśmy na trasę biegu wyjrzało słońce… Niespodzianką była też zmiana trasy, co spowodowane było remontami dróg, ale dzięki temu ominęliśmy uciążliwe podbiegi! Tak więc trasa była bardzo przyjemna i choć nasze nogi twardo stąpały po asfalcie to myślami byliśmy z Wami drodzy przyjaciele z MGB na ostatnim City Trail w katowickiej Rybaczówce i w takiej zadumie pokonując 10 km z kawałkiem… dotarliśmy na metę.
Relacja: Damian Nitecki

photo_01 photo_02

CITY TRAIL 2014/2015 BIEG VI

Ostatni Grand Prix City Trail Katowice już za nami, ale dla mnie był pierwszy i…. będzie niezapomniany.
Moja przygoda z bieganiem zaczęła się niedawno, 21 lutego. Podczas wspólnych treningów z MGB niejednokrotnie słyszałam, że super jest na City Trial i teraz już mogę w 100% potwierdzić, że wszyscy mieli rację. Dzisiaj był dwukrotny debiut w mojej rodzinie, ponieważ wystartowałyśmy razem z córką. Madzia w kategorii D1 zajęła 4 miejsce (super, gratuluję Madziu!), a ja debiutowałam co prawda nie z takim sukcesem jak Madzia, ale najważniejsze dla mnie było przebiegnięcie 5 km. Atmosfera podczas City Trail była niesamowita, MGB to po prostu jedna wielka drużyna a nawet bym powiedziała rodzina. Wbiegliśmy wszyscy wspólnie na metę – w tym właśnie jest moc tej drużyny, każdy siebie wzajemnie dopinguje i mobilizuje. Dziękuję wszystkim za wspólny bieg i mam nadzieję, że to nie nasz ostatni bieg. Córka wciąż mnie pyta, kiedy znowu jedziemy pobiegać. Do zobaczenia na następnym biegu, myślę, że to już niedługo….
Relacja: Justyna Urbańska

photo_02 photo_01

XXIII Perła Paprocan

„To pasja dodaje nam skrzydeł, unosi nas wysoko, daje radość, uczy wytrwałości, walczy ze słabościami, przezwycięża strach”. I to chyba tym właśnie mottem kierowało się sześciu członków Miechowickiej Grupy Biegowej, którzy w dniu 22.03.2015 r. pobiegli w XXIII biegu Perły Paprocan.
Perła Paprocan z roku na rok przyciąga coraz więcej biegaczy. Niewątpliwie wpływ na to ma sceneria, w której rozgrywane są zawody oraz ich forma. To próba połączenia zawodów z treningiem biegowym na niemal dowolnym dystansie. Zawodnicy w czasie biegu pokonują 7 km pętle wokół jeziora Paprocany, a swój udział w zawodach zakończyć mogą po przebiegnięciu dowolnej ich liczby – max. 6 kółek które dają dystans maratoński. Ponadto nie ma potrzeby deklarowania przed biegiem, jaki dystans planujemy pokonać. Cały urok takiej formy zawodów tkwi w tym, iż sam bieg to nie rywalizacja lecz przyjemne, zdrowe spędzenie czasu w pięknych okolicznościach przyrody.
Atmosfera na trasie mimo złej aury pogodowej sprzyjała pokonywaniu kilometrów. Nie liczyło się nic tylko lewa, prawa, wdech i wydech. Jeśli chce się osiągnąć cel trzeba czasami dać z siebie więcej . Jesteśmy w stanie wiele osiągnąć, musimy tylko tego chcieć. A MGB chciało i pomimo bólu i kontuzji razem przebiegliśmy 126 km, co daje całkiem niezłą średnią, a przy okazji padło kilka życiówek. Najwięcej km przebiegli Jacek i Kamil, którzy pokonali po 5 kółek, czyli po 35 km, ale brawa i gratulacje należą się wszystkim! A bieg ten pewnie na długo zostanie w naszej pamięci i to nawet nie z powodu zmęczenia czy bólu, ale przenikliwego zimna, w którym przyszło nam rywalizować.
Relacja: Iwona Zamojskaphoto_01

1 39 40 41 42 43 48