Jesienna chandra? Miej na to wybiegane… „czyli jak sprawić, aby najbardziej męcząca część dnia była jednocześnie najbardziej relaksującą częścią dnia”  🙂 Złota polska jesień zawitała do naszego lasu, więc wtorkowy trening nie mógł odbyć się nigdzie indziej jak w mieniącej się kolorami jesieni Miechowickiej Ostoi Leśnej! Nie daj się jesiennej chandrze i dołącz do nas!

18. PKO Poznań Maraton! 

Bieg który obrałem sobie za cel rok temu, po tym jak Silesia Marathon zweryfikował moje wytrenowanie, a raczej jego brak (ukończyłem go z czasem 5:26). Wtedy powiedziałem sobie, że nigdy już nie zlekceważę królewskiego dystansu i do następnego maratonu przygotuję się na tyle na ile mi nogi pozwolą  🙂 Zimę trenowałem sam, a od wiosny zacząłem współpracę z trenerem. I tu muszę podziękować platformie treningowej I-SPORT, a dokładniej trenerowi Jakubowi który rozpisywał mi plan, motywował i udzielał wskazówek  🙂 I tak dotrwałem w treningu do października… dwa tygodnie przed zaczęliśmy schodzić z objętością na treningach… tydzień przed zacząłem ładowanie węglowodanów (makaron, ryż kasza, makaron…  :D) i nawadnianie  😀 I tak nadszedł dzień ostateczny… 15.10.2017 r. Z trenerem ustaliliśmy, że jestem gotowy powalczyć o złamanie 3:30… oraz, że warto skorzystać z pomocy peacemakera. Tak więc na starcie ustawiłem się za zającem Markiem (odwalił kawał dobrej roboty trzymając równe tempo i doradzając przez większą część trasy). Start miał się odbyć o 9… ale z przyczyn technicznych opóźnił się o 40 min… Był to jeden jedyny minus podczas organizacji tego biegu, który na szczęście na mnie źłe nie wpłynął  🙂 Z Markiem i grupą która zebrała się wokół niego było wesoło  🙂 No i ruszyliśmy na trasę… pierwsze 15 km to było obijanie się z innymi zawodnikami i pilnowanie, żeby kogoś nie podeptać i nie być samemu podeptanym  😀 Na trasie mnóstwo kibiców… atmosfera świetna, były też zespoły muzyczne, które swą muzyką dodawały powera  😀 I tak do 32 km biegło mi się swobodnie i lekko… zaczęło się jednocyfrowe odliczanie km do końca… ale te km zaczęły coraz wolniej mijać mimo trzymania tempa…  😛 I tu nie bardzo pamiętam kolejnych 5 km  😀 Pamięć mi wraca na 37-38 km kiedy to biegłem ramię w ramię z peacemakerem Markiem… zacząłem lekko przyspieszać mimo dość sporego zmęczenia, ale jakiś zapas tam w nogach był… i tak się oddaliłem od grupy 3:30  🙂 Biegłem już sam… nogi zaczęły palić żywym ogniem… wtedy zacząłem walczyć głową… przypominałem sobie ile osób życzyło mi powodzenia i trzyma kciuki… cel ogłosiłem więc nie mogłem odpuścić  🙂 I wytrzymałem… niebieski dywan… meta… wielkie szczęście  😀 Na zegarze 3:30 i kilkadziesiąt sekund… ale to czas brutto… udało się… 3:29:03 moje  😀 Padłem na kolana ze zmęczenia i po dłuższej chwili wstałem i chwiejnym krokiem doczłapałem do bufetu  😀 Cały bieg udało mi się przebiec bez większego kryzysu… tylko zmęczenie, które było nieuniknione  😀 Maraton w Poznaniu zaliczam do mega udanych… polecam go każdemu… ja tam na pewno jeszcze kiedyś podbiegnę  🙂

Relacja: Kamil Kopacz

I Charytatywny Bieg Pomagamy Durś

Jak z deszczowej i zimnej październikowej niedzieli zrobić gorący i radosny dzień? My wybraliśmy się do Piekar Śląskich na bieg charytatywny organizowany przez zaprzyjaźnioną z nami grupę „Lecymy Durś”. Na taki sam pomysł wpadło prawie 400 biegaczy, by pomóc uzbierać środki na wyposażenie mieszkań podopiecznych Stowarzyszenia WTZ.
W Piekarach zastała nas atmosfera, jaką najbardziej lubimy – kameralny bieg, na którym prawie wszyscy się znają, nieustająco komentujący Zenon Nowakowski, dużo koszulek charakterystycznych dla lokalnych grup biegowych i wzorowa organizacja  🙂 Na mecie czekały przepyszne pączki a chwilę dalej – gorący żurek. Bawiliśmy się świetnie! Od rozgrzewki po samo zakończenie. Gratulujemy wspaniałych partnerów, przede wszystkim świetnej „pary prezydenckiej”, która dziś była takimi samymi biegaczami jak każdy z nas. Trasa była bardzo przyjemna, trochę asfaltu, trochę błota – dwa kółeczka szybko minęły a jedno – jak mrugnięcie oka  🙂 Wszystko za sprawą kibiców, fotografów, wolontariuszy i radosnych, wyluzowanych biegaczy. Cieszy nas ogromnie sukces naszych biegaczy – w pierwszej 10-tce znaleźli się: Piotr Mrachacz (który tradycyjnie nie miał sobie równych i został niekwestionowanym zwycięzcą tego biegu), Wojciech Nowacki (również tradycyjnie, choć pechowo – czwarty) i Janusz Halczok (to taki harpagan co za dużo biega).
Lecymy Durś! Widzimy się na II Biegu Charytatywnym Pomagamy Durś (oczywiście wcześniej na trasach biegowych gdziekolwiek na Śląsku, w Polsce, Europie… na Świecie). DZIĘKUJEMY!!!
fot. Katarzyna Marondel, Piotr Chrobok, Tomasz Witkowski

Biegi Liska i Wiewiórki! 

Biegi dla dzieci w ramach V Hyundai ultraMaraton Bieszczadzki. 7 października 2017 r. najmłodsze pokolenie MGB – Alicja i Daniel Nowiccy wystartowali w Biegu Liska i Biegu Wiewiórki, które odbywały się w Cisnej. Pakiety odebraliśmy pół godziny przed startem i dzieci ruszyły zapoznać się z trasą  Pierwszy bieg – Bieg Liska w którym startował Daniel to dystans 100 m dla rocznika 2014-2015. Dzieci ustawiły się na starcie i uśmiechnięte ruszyły o godzinie 14.00 w stronę mety. Daniel zadowolony dobiegł na metę jako drugi i otrzymał medal. Drugi bieg – Bieg Wiewiórki w którym startowała Alicja to 200 m dla rocznika 2012-2013. Przed biegiem dzieci wzięły udział we wspólnej rozgrzewce. Po chwili maluchy wystartowały i po kilku minutach wszystkie były na mecie. Alicja zadowolona opowiada o biegu do dnia dzisiejszego  Każde dziecko otrzymało pamiątkowy medal i soczek 

Relacja: zadowolona mama Alicji i Daniela – Angelika Filipiak

„Rodzicu to od Ciebie zależy – jaką pasją zarazisz swoje dzieci! Wybierz mądrze!”

Półmaraton w ramach PKO Silesia Marathon 2017!

Idealny wybór na debiut. Od początku roku chciałam zmierzyć się z dystansem 21 km i w sierpniu zdecydowałam, że wbiegnę na metę nowo otwartego Stadionu Śląskiego  🙂 W końcu nadszedł ten dzień, a ja z ogromnym stresem i radością wyczekiwałam godziny 10.30 i mojego startu. Wszyscy ustawieni za balonikami w swoich strefach czasowych ruszyliśmy i podziwialiśmy ulice Katowic. Pierwsze kilometry szły bardzo dobrze, ludzie wkoło uśmiechnięci bili brawo i życzyli nam powodzenia. Wiedziałam, że nasza niezawodna grupa będzie nas dopingować za 5 km, ale było ich słychać już od 4 km co dodawało większego powera. Uradowana biegłam pomiędzy pomarańczowymi pomocnikami i przybijałam piąteczki mocy. Kolejne kilometry mijały, na trasie spotykałam różne grupy biegowe, które dodawały mocy na następne kilometry. Spotkałam też naszych maratończyków Jacka i Dawida, którzy dodali otuchy i życzyli powodzenia. Dobiegając do 18 km dołączył do mnie Bogdan, który pomógł trzymać tempo na ostatnie męczące 3 km. Gdy zostało już 0,5 km przybił mi ostatnią piąteczkę mocy i ruszyłam na stadion. Niesamowite emocje, nogi same poruszały się na bieżni. Dopingujący przyjaciele krzyczeli moje imię i bili brawo dodając ogromnego powera  🙂 a ja jak we śnie kończyłam swój pierwszy półmaraton. Jest linia mety, czas 2h 30min. Dziękuję całej pomarańczowej grupie za tak wspaniały doping oraz innym grupom biegowym za wsparcie na trasie. Najbardziej cieszy mnie to, że moja rodzina przeżywała to razem ze mną i na trybunach czekali na mnie rodzice, chłopak, dzieci i przyjaciele. Wspaniała atmosfera i cudowne przeżycie.

Relacja: Angelika Filipiak

1 2 3 4 5 39