Pierwsze podium Janusza !!!

1 lipca 2018 r. odbył się Bieg Nowej Wsi na dystansie 5 km. Trasa przebiegała ulicą Zawadzkiego i można ją podzielić na 3 etapy. Start i 1.5 km z górki, później nawrót i mordercze 2.5 km pod górę oraz końcowy kilometr do mety. W ubiegłym roku również brałem udział w biegu na tej trasie, lecz nie byłem świadomy, że to tak wyczerpujący bieg i postanowiłem wtedy, że już nigdy więcej nie pobiegnę w Nowej Wsi. W sobotę przed zawodami czułem niepokój, nogi obolałe po ostatnich mocnych treningach na bieżni, brak cotygodniowego dłuższego sobotniego wybiegania ( trzeba było zejść z kilometrażem w tygodniu startowym), mimo wszystko biorąc pod uwagę dobrą atmosferę około biegową sprzed roku i znajomych, którzy się zapisali jednak postanowiłem pojechać. Już w samochodzie gorąca atmosfera. Szlabanowcy, którzy lubią górki pełni energii omawiali teoretycznie trasę biegu, natomiast jadąc drogą Zawadzkiego w kierunku biura zawodów i widząc co nas czeka, czyli niekończący się podbieg, to emocje opadły. Po poprzednich trzech startach w upałach powyżej 30 stopni, tym razem pogoda była przyjazna dla biegaczy, choć trochę wiało. Po przywitaniu i odebraniu pakietów, poszliśmy na spacer pod górę, żeby poczuć choć trochę trasę. Później 3 km rozgrzewki i wyczekiwanie w doborowym towarzystwie przed startem. Ostatnie kopniaki mocy i oczekiwanie na linii startu, który się przedłużał. Już nie było odwrotu. Po szybkim starcie pierwszy kilometr zachowawczo tempem 3.46, wielu zawodników na tym etapie trasy „poszło na maksa”. Strategia była prosta, jeśli na razie nie jestem w stanie wyprzedzić wszystkich mężczyzn to przynajmniej wyprzedzę pierwszą kobietę. Po pierwszym nawrocie była przede mną ok. 200 m. Minął kolejny kilometr biegu już pod górę, o dziwo okazało się że wyprzedzam rywali na trasie i biegnie się w miarę dobrze. Na wysokości startu było delikatne wypłaszczenie a energia kibiców dodała otuchy do dalszej walki. W myślach: „jeszcze tylko kilometr pod górę i szybko do mety”. Im wyżej tym lepsze było uczucie wyprzedzając kolejne osoby, które za szybko zaczęły. Kolejny nawrót i już wiedziałem, że najgorsze za mną. Na ostatnim kilometrze wyprzedziłem najlepszą dziewczynę i pognałem ile sił w nogach wyprzedzając na zbiegu kolejnych zawodników. Biegnąc z góry przyglądałem się minom biegaczy, którzy jeszcze biegli pod górę, widać było wielką walkę i zmęczenie trasą. Zresztą, gdy czołówka zbiegała przede mną, wyglądali podobnie. Ostatnie 200 m ściganie się „na maksa” i upragniona meta, medal, gratulacje biegaczom. Pyszny makaron z mięsem i oczekiwanie na wyniki oficjalne. I tu niespodzianka – moje 3 miejsce w kategorii wiekowej, Becia – 1 w kategorii wiekowej, Piotrek i Giczu na 1 i 2 miejscu w kategorii. Najszybszy z całej drużyny, choć niestety poza podium był Arek Orzechowski. To między innymi jego start zdecydował, że okazaliśmy się najszybszą drużyną zawodów. Drużynowo, jak przed rokiem – MGB na pierwszym miejscu! Pod 2 latach i 3 miesiącach od pierwszych treningów na świeżym powietrzu pierwsze podium sprawiło mi ogromną radość i uczucie satysfakcji.
Relacja: Janusz Halczok
Zdjęcia: Adam Nowak, Bieg Nowej Wsi