Wings for Life World Run w Zadarze – bieg inny niż wszystkie.

Planując wakacje, chciałem pobiec w jakimś biegu zagranicznym spełniając przy tym kolejne swoje marzenie. Przeglądając terminy biegów i dopasowując to do moich planów zawodowych (zmiana pracy) idealnym terminem okazał się maj i termin Wings’a idealnie się wpasował.
W tym biegu pierwszy raz pobiegłem w 2015 roku w Poznaniu i już wtedy pojawił się pomysł, aby pobiec ten bieg w innych europejskich lokalizacjach.
Jako, że miały to być wakacje z rodziną a bieg tylko taką wisienką na torcie problemem okazał się wybór lokalizacji. W tym roku mocno obcięto lokalizacje w których samochód goni uczestników. Z 24 lokalizacji z zeszłego roku, wytypowano tylko 12 na całym świecie. Odpadły m.in takie lokalizacje jak Walencja (Hiszpania), Mediolan (Włochy), Kalmar-Oland (Szwecja), Cambridge (Anglia), Stavanger (Norwegia). Wybór padł na Zadar w Chorwacji. Nie chcieliśmy jechać do Izmiru (Turcja), a i lokalizacja Kakheti w Gruzji na pierwszy raz z dzieckiem nie wydawała się dobra.
Pogoda z poprzednich lat około 20-21 stopni wydawała się idealna i na wypad wakacyjny i na bieg.
Do Chorwacji przyjechaliśmy 2 maja, czyli 4 dni przed biegiem. Zdążyłem dwa razy pobiegać, mieszkaliśmy 200 m od trasy biegu, co było dodatkowym atutem. Wtedy dowiedziałem się, że trasa płaska nie jest, pomimo że większość trasy biegnie blisko morza.
Pakiet odebrany w sobotę, przy okazji zwiedzanie miasta Zadar. Piękne stare miasto z zabytkami i nowoczesnym portem jachtowym przy którym odbywał się start. Miasteczko super zorganizowane tuż przy nabrzeżu, białe namioty idealnie wkomponowały się w średniowieczne budowle. W pakiecie oprócz numeru znalazł się Red Bull (sponsor biegu), mufa, pas biegowy z kieszonką i mocowaniem na numer startowy. Pakiet startowy w Zadarze był chyba najtańszy ze wszystkich lokalizacji. Kosztował tylko w przeliczeniu 70 zł, dlatego nie było koszulki w pakiecie.
Niedziela dzień startu – jadę sam, rodzinka zostaje w domu i na 11 km będzie robiła polską strefę kibica. Start o 13:00 więc na spokojnie czekałem w cieniu na ławeczce. Zawodnicy zaczęli ustawiać się w strefach startowych już od godziny 12 i tak w pełnym słońcu czekali godzinę. Krótka rozgrzewka, dwie przebieżki, parę wymachów i udałem się do swojej strefy startowej (2), która o 12:30 była już pełna (szok). W kolejce na wejście do strefy spędziłem 10 min. i samo stanie w tym upale sprawiało, że już byłem cały spocony. Każdy kto stał na starcie czy to w Zadarze, czy innych lokalizacjach był tego dnia zwycięzcą. Całość wpisowego była przeznaczona na cel charytatywny, jakim są badania nad rdzeniem kręgowym.
Tuż przed startem czterech spadochroniarzy wylądowało obok nas. Godzina13:00 i cały świat ruszył – ponad 63 000 osób w lokalizacjach z samochodem i prawie 13 000 z aplikacją. W Zadarze pobiegło 7352 osoby. Mój pierwszy kilometr to było dosłownie przeciskanie się przez tłum. Wiele osób pomimo startu z drugiej z czterech stref startowych postanowiło tylko truchtać i tym którzy chcieli biec przysporzyło to trochę problemów. Tysiące ludzi dopingujących, połowa miasta zamknięta dla biegaczy, dużo przybitych piątek i starszym i młodszym. Początkowo z emocji i tego dopingu człowiek zapomniał o skwarze. Pierwszy punkt nawadniający już po 1,5 km – łyk wody, reszta na głowę. Wiedziałem, że to będzie walka z upałem a nie trasą. Chciałem pobiec w tempie maratońskim z Orlena (4:50) co miało mi dać ok 30 km. Niestety, gdy wybiegliśmy z centrum na szeroką aleje lekko pod górkę to już przed 4 km poczułem jak słońce dosłownie parzy i wiedziałem, że tempo poniżej 5:00 będzie bardzo ciężko utrzymać. Na plecach miałem swój bukłak z litrem izotonika i już przed drugim punktem nawadniania (w okolicy 5 km) zdążyłem się napić, a miał być na później. Lekko w dół po czym zaraz w górę, by na 7 km wspiąć się 40 m n.p.m w miejscowości Bibinje. Cały czas udawało mi się wyprzedzać kolejnych zawodników. Na 8 km długi zbieg do miejscowości Sukosan, gdzie czekała moja strefa kibica z biało czerwoną flagą Polski widoczną z daleka. Kolejne 4 km płasko, blisko morza z cudownymi widokami na okoliczne wyspy. Na 16 km kolejny podbieg, na szczęście trochę lasu i kolejny punkt z wodą. Większość hamuje do zera i trzeba mocno zwolnić, by zabrać parę kubków wody. Tempo spada do 5:15 i na tę chwilę jest one komfortowe. Nie chcę przeginać, to tylko bieg towarzyski a nie wyścigi po życiówkę. Wielu zawodników po 18 km po prostu siada i już czeka na samochód. Kolejna miejscowość, kolejny podbieg, później zbieg i mijam 22 km. Zaczynam ciężko oddychać ale wiem, że zostało może jeszcze 10-12 min biegu. Zbieram resztki sił na ostatnie minuty, lekko przyspieszam. Na 24 km słyszę w oddali klaksony samochodów i na te kilkaset metrów przyspieszam. Jeden łyk wody na punkcie odżywczym i zaczyna się ostatnie 200 m. Gdy mija mnie samochód kłaniam się i dziękuję, jestem zadowolony. Idę do autobusu, wcześniej posilając się pomarańczami i czekoladą. Po 30 minutach jestem z powrotem w Zadarze, udaję się do miasteczka namiotowego w starym mieście. Niestety tam dowiaduję się, że nie ma medalu, ani wody na mecie 🙁 duże nieprzyjemne zaskoczenie na koniec.

Wings for Life World Run 2018 Zadar Chorwacja – największy bieg charytatywny na świecie. Warto pobiec dla samej przygody i by pomóc tym którzy nie mogą. Dla mnie nowe doświadczenie, poznanie innej kultury oraz biegaczy z całego świata.

Relacja i zdjęcia: Arkadiusz Gorczycki