Wings for Life World Run – Poznań

Wings for Life to nie jest zwykły bieg, bo po pierwsze cały dochód z wpisowego przeznaczony jest na badania nad urazami rdzenia kręgowego, tak aby osoby poruszające się na wózkach miały możliwość poruszać się na własnych nogach. Drugą i najbardziej charakterystyczną cechą tego biegu jest to, że nie biegniemy do mety, lecz ona goni nas. Mój start w tym biegu to trochę przypadek, moje szczęście a pech kolegi który doznał kontuzji i zaproponował abym go reprezentowała. Sama do końca nie byłam pewna czy pobiec mając mały problem z kolanem. W piątek podjęłam ostateczną decyzję – biegnę mimo wszystko ile będę mogła, resztę przejdę.

Sobota godzina 13:30 wyjazd w doskonałym towarzystwie Arka, Przemka i Łukasza. Kierunek Jarocin. W godzinach popołudniowych przyjechaliśmy do Beaty, gdzie czekali na nas już pomarańczowi przyjaciele: Beata, Grażyna, Robert i Damian. Wieczór upłynął bardzo szybko przy ognisku na wspomnieniach jak było na poprzedniej edycji i czego mogę się spodziewać w czasie biegu. W niedzielny poranek przyjechaliśmy do Poznania, miejsce startu w tym roku znajdowało się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Po odebraniu pakietów startowych wyszliśmy na plac centralny MTP, gdzie było miejsce startu, wielka scena i telebim. Panowała niesamowita atmosfera, której jeszcze nigdzie nie widziałam. Wszyscy radośni, szczęśliwi i uśmiechnięci. Około godziny 12:30 udajemy się do wyznaczonych stref startowych. W tym miejscu możemy na telebimie podglądać jak przygotowują się do startu w jedenastu innych miastach na całym świecie. Stojąc na starcie myślałam jak pobiec, jaki cel sobie postawić i doszłam do wniosku że jeżeli przebiegnę 10 km to będę bardzo zadowolona. Nadchodzi godzina 13:00 i jest sygnał startu. Rusza 7400 zawodników w Poznaniu, około 70000 zawodników w pozostałych miastach. Gdy już wystartowałam biegłam szybko do 5 km. Biegło się wspaniale, kolano nie bolało. Na trasie mnóstwo kibiców, jak dotąd nigdzie tylu nie widziałam. Poza ścisłym centrum Poznania taka sama niesamowita atmosfera, również mnóstwo kibiców i wolontariuszy którzy nas mocno wspierali. Dodawało nam to sił i chęci do dalszego biegu. Pięknie oglądało się jak mocniejsi biegacze pomagali tym na wózkach, aby jak najdalej mogli uciec Adamowi Małyszowi, który wystartował samochodem o 13:30. Biegnąc w pełnym szczęściu pokonuję kolejne kilometry. Nagle uświadamiam sobie, że plan już wykonałam a Adam mnie jeszcze nie dogonił. Mając jeszcze siły i słysząc niesamowity doping biegłam dalej, niestety nic nie trwa wiecznie. Jest i on,ten który z uśmiechem oznajmia nam że to już koniec. Szczęśliwa spoglądam na zegarek, a tam ponad 12 km. Spokojnie wracam do autobusu, który dowozi nas do miejsca startu. Odbieram pamiątkowy medal. Na miejscu czekali już na mnie Arek z Łukaszem, którzy jako pierwsi pogratulowali mi tak wspaniałego startu.

Wings for Life to bieg którego na pewno nie zapomnę, na który na 100 % wrócę za rok. To bieg który mogę polecić każdemu. Każdy go ukończy niezależnie ile przebiegnie kilometrów, a przy okazji wesprze fundację, która prowadzi badania nad przerwanym rdzeniem kręgowym. Jeszcze chciałam podziękować na super wyjazd i pobyt w Poznaniu Arkowi, Beacie, Grażynie, Robertowi, Łukaszowi, Damianowi i Przemkowi.

Relacja: Marzena Orzechowska

Zdjęcia: MGB, Wings for Life, Grażyna Wojtasińska