10 PKO Silesia Marathon

Mój pierwszy Maraton.

Moja przygoda z bieganiem zaczęła się już jakiś czas temu. Głównie, dlatego że chciałam się pozbyć zbędnych kilogramów. Biegałam z przerwami gdyż oprócz tego brałam udział w różnych ćwiczeniach i programach odchudzających. Waga spadała nieznacznie i znowu rosła w górę. Kiedy w Radzionkowie otworzono nowy fitness klub postanowiłam, że zajrzę tam na zajęcia zumby i od tych zajęć zaczęłam uczęszczać do klubu regularnie 3 a nawet 4 razy w tygodniu. Później jeszcze doszły zajęcia piloxingu i na koniec spinningu. I połknęłam bakcyla do treningu spinningowego.
Myśląc sobie, że w końcu schudnę okazało się, że waga tylko lekko drgnęła. Po 4 miesiącach regularnych ćwiczeń trafiłam do dietetyka w tym klubie. Okazało się, że porcje, które jem są za duże i spożywane zbyt nieregularnie. Dostałam zbilansowaną, zdrową dietę i zaczęłam się do tego stosować. Od 6 października 2017 roku z miesiąca na miesiąc waga zaczęła spadać. Ćwiczenia, zdrowe i regularne jedzenie pozwoliło mi małymi krokami osiągnąć wymarzoną wagę. W kwietniu 2018 roku dowiedziałam się, że klub mają zamknąć i otworzyć go na nowo dopiero we wrześniu 2018. Dla mnie to była bardzo zła informacja. Pomyślałam nie będę ćwiczyła to znowu przytyję! Więc postanowiłam wrócić do regularnego biegania i treningów biegowych. Postawiłam sobie za cel przebiegnięcie maratonu, a dokładnie Silesia Maratonu. Mąż i inni bardziej doświadczeni biegacze odradzali mi ten wybór, ponieważ ten bieg jest dość trudny. Ja postanowiłam, że pobiegnę u siebie i zaczęłam się przygotowywać. Bez jakiegoś konkretnego planu. Miałam swój plan 3 – treningi w tygodniu w tym jedno wybieganie. Swoje treningi realizowałam ze swoimi koleżankami biegowymi, a czasem z mężem.
Sam start w maratonie wspominam bardzo dobrze gdyż od początku biegłam z mężem, który mnie prowadził – pilnował tempa i naszego ustalonego planu na ten start. Biegło mi się bardzo dobrze. Do 30 km biegliśmy zgodnie z planem każde kolejne 10 km kończąc w szybszym czasie. Po 30 km, pojawiły się pierwsze oznaki zmęczenia, ale postanowiłam sobie, że muszę biec i się nie zatrzymywać, ponieważ jak stanę lub przejdę do marszu to mogę już nie ruszyć. Powiedziałam o tym mężowi, który miał pierwszy kryzys. Biegliśmy dalej aż do 37 km. do początku znacznego podbiegu, który ciągnął się chyba z 2 km. Piotrek w trakcie tego podbiegu przechodził już do marszobiegu, a ja parłam do przodu myśląc „tylko się nie zatrzymuj, tylko się nie zatrzymuj!”. Byłam z siebie dumna wyprzedzając wiele osób, które pokonywały już ten podbieg idąc. Na 38 km był punkt z wodą, na którym doszedł mnie z powrotem mąż, który wciąż walczył z kryzysem. Minęliśmy kibiców MGB, po których spotkaniu dostaliśmy ogromnej siły. Mąż ruszył do przodu przyspieszając znacznie jakby dostał zastrzyk energii. Zbiegaliśmy alejami Parku, które prowadziły aż do Stadionu. Na 40 km u mnie pojawił się kryzys i przeszłam do marszu. W końcu 41, 42 km, bieżnia stadionu i wymarzona meta. Start uważam za bardzo udany, ponieważ biegłam równo, bez zatrzymywania się aż do 40 km. i pokonałam niewielki dystans marszem.

Relacjonowała: Ewelina Maryniak.

Spar Budapest Marathon!

…Bieg ten potrwał godzin wiele.
Gepard wybił się na czele.
A nasz żółw na szarym końcu
bieg ukończył po miesiącu.

Lecz nie liczy się wygrana
i medale, blaski, brawa.
Wszystko to nie ma znaczenia.
Najważniejsze są marzenia!

Są maratony i maratony 🙂 dla mnie wszystkie, bez wyjątku są ogromnym wydarzeniem i walką. Jednak okoliczności, ludzie z którym biegam i niesamowite widoki napełniają mnie wiarą, że należy próbować dalej, bez względu na czas biegu. Marzenia muszą być i należy je spełniać 🙂 Zostały jeszcze dwa w 2019 r., może ktoś dołączy, bo warto 🙂 – zachęca Aleksandra Matuć.