Autostopem, by pomóc zwierzętom ze Schroniska dla Bezpańskich Zwierząt w Bytomiu!

Jako grupa często angażujemy się w akcje charytatywne oraz takie akcje organizujemy, ale nasi członkowie również „na własną rękę” takie akcje rozkręcają. Przykładem jest Wojciech Nowacki, który jako Wojtas – Biegacz Stopowicz rozkręcił akcję „Obojętnie gdzie! Wracam biegiem”.

Akcja polegała na „łapaniu stopa” i powrocie do domu biegiem. Chętne osoby mogły zadeklarować kwotę za każdy kilometr, który Wojtek pokona we wrześniu z przeznaczeniem na schronisko.

W piątek akcja została podsumowana i przerosła wszelkie oczekiwania.

„JESTEM W SZOKU! Zadzwoniła do mnie Pani Ania – Dyrektorka schroniska ze wspaniałą wiadomością. Pracownicy schroniska podsumowali całą akcję, wszystkie Wasze wpłaty i wynik przeszedł wszelkie oczekiwania! Ani ja ani ona nie pomyśleliśmy nawet, że jesteście w stanie dokonać czegoś tak wielkiego! Po wszystkich wpisach, które deklarowaliście przypuszczałem, że jeśli nawet wszyscy zadeklarowani zrobią przelewy to kwota będzie wynosiła lekko ponad 3500zł. SŁUCHAJCIE – ZEBRALIŚCIE 6284,40 zł! Wiadomość mnie zamurowała, bo ani razu nawet mi przez myśl nie przeszło, że może taka wspaniała kwota finalnie się zrobić z tej akcji. BARDZO się cieszę i serdecznie dziękuję każdemu z Was, którzy się do tego wszystkiego przyczyniliście (…)” – cieszył się Wojciech Nowacki.

„(…) Nie wiemy jak opisać to co czujemy! Nie wiedzieliśmy, że zebranie takiej sumy w tak krótkim czasie w ogóle JEST MOŻLIWE! Bywaliśmy na ogromnych akcjach, organizowanych przez rzesze marketingowców, przez ogrom sponsorów. I wiecie co? NIGDY, PRZENIGDY i NIGDZIE nie zebraliśmy tak ogromnej kwoty. Ba, nawet nie myśleliśmy, że uzbieranie TAKIEJ kwoty jest możliwe! Dokonał tego jeden cudowny człowiek! Bez dyplomów z PR i marketingowego zacięcia. Skromny i niepozorny. I wiecie co? Takich ludzi nam na tej planecie potrzeba! Takich jak on, ale słuchacie i takich jak WY! To do WAS należy świat i to WY możecie go zmieniać jeśli tylko będziecie działać razem! Myślimy, że Wojtas – Biegacz Stopowicz udowodnił nam wszystkim, że w grupie siła! Że każdy z Was może zmieniać świat na lepsze! (…)” – podsumowują pracownicy schroniska.

„Oficjalnie już „Wyzwanie numer 2” przechodzi do historii. Dzięki Wam wszystkim udało się zakupić prawie tonę karmy dla zwierzaków, mnóstwo leków oraz specjalnych testów, dzięki którym pracownicy schroniska mogą się dowiedzieć czy zwierzaki są zdrowe, czy też trzeba je dodatkowo leczyć. Mieliśmy możliwość przespacerować się wspólnie przez teren schroniska i łzy cisnęły się same do oczu… Takie wspaniałe zwierzaki i muszą niestety czekać na swoich wybawców czasem bardzo bardzo długo. Dziękuje wszystkim, dzięki którym uzyskana kwota zamieniła się w te wspaniałe dary! JESTEŚCIE WSPANIALI! Wierzę, że w kolejnych akcjach zaangażujecie się tak samo jak teraz i efekt końcowy będzie tak samo jak w tej – imponujący! (…)” – dodaje Wojciech Nowacki.

Górski i Chrześcijański Półmaraton do Źródeł Wisły!

Dziś przebiegłam Górski Półmaraton do Źródeł Wisły z okazji 100-lecia Niepodległości Polski.

Był to bieg o tematyce chrześcijańskiej do źródeł Wisły, czyli Wisełki Białej i Wisełki Czarnej. Jest to nawiązanie do do Starego i Nowego Testamentu.

Bieg był bardzo kameralny i miał charakter koleżeński.

Punkty biegu: źródła Wisełki Białej >> Barania Góra >> źródła Wisełki Czarnej

Relacja: Beata Filipiak

Zawody o Puchar Szlabanowca!

W czwartek dane było mi oglądać zawody dywizji harpagonów tj. Szlabanowców z MGB. Zawody na dystansie 10 000 m odbyły się na bieżni stadionu TS Gwarek w Tarnowskich Górach. Bezstronnym sędzią liczącym przebyte przez grupę okrążenia był Łukasz Buze.  Bezkonkurencyjnym zwycięzcą okazał się Wojciech Nowacki, który przez cały bieg utrzymywał bezpieczną przewagę. Na osiem okrążeń przed metą zdecydował się przyspieszyć i zdublował pozostałych biegaczy. Niemało emocji dostarczyli pozostali biegacze. Przez cały bieg na drugim miejscu plasował się Przemek Markowski, jednak Grzegorz Giczewski nie odpuszczał. Końcówka ostatniego okrążenia była prawdziwym pokazem sprintu w wykonaniu Grzegorza. Przemek Markowski musiał się zadowolić doskonałym trzecim miejscem. Zwyciężyło doświadczenie i doskonała taktyka zapewniły mu drugą lokatę. Po chwili na metę dotarli kolejno Arkadiusz Gorczycki, Piotr Szweda oraz ostatni Janusz Halczok. Po krótkim odpoczynku nastąpiła dekoracja przybyłych na metę biegaczy oraz wręczenie pucharu.

Relacja: Wojciech Pijet

10 PKO Silesia Marathon

Mój pierwszy Maraton.

Moja przygoda z bieganiem zaczęła się już jakiś czas temu. Głównie, dlatego że chciałam się pozbyć zbędnych kilogramów. Biegałam z przerwami gdyż oprócz tego brałam udział w różnych ćwiczeniach i programach odchudzających. Waga spadała nieznacznie i znowu rosła w górę. Kiedy w Radzionkowie otworzono nowy fitness klub postanowiłam, że zajrzę tam na zajęcia zumby i od tych zajęć zaczęłam uczęszczać do klubu regularnie 3 a nawet 4 razy w tygodniu. Później jeszcze doszły zajęcia piloxingu i na koniec spinningu. I połknęłam bakcyla do treningu spinningowego.
Myśląc sobie, że w końcu schudnę okazało się, że waga tylko lekko drgnęła. Po 4 miesiącach regularnych ćwiczeń trafiłam do dietetyka w tym klubie. Okazało się, że porcje, które jem są za duże i spożywane zbyt nieregularnie. Dostałam zbilansowaną, zdrową dietę i zaczęłam się do tego stosować. Od 6 października 2017 roku z miesiąca na miesiąc waga zaczęła spadać. Ćwiczenia, zdrowe i regularne jedzenie pozwoliło mi małymi krokami osiągnąć wymarzoną wagę. W kwietniu 2018 roku dowiedziałam się, że klub mają zamknąć i otworzyć go na nowo dopiero we wrześniu 2018. Dla mnie to była bardzo zła informacja. Pomyślałam nie będę ćwiczyła to znowu przytyję! Więc postanowiłam wrócić do regularnego biegania i treningów biegowych. Postawiłam sobie za cel przebiegnięcie maratonu, a dokładnie Silesia Maratonu. Mąż i inni bardziej doświadczeni biegacze odradzali mi ten wybór, ponieważ ten bieg jest dość trudny. Ja postanowiłam, że pobiegnę u siebie i zaczęłam się przygotowywać. Bez jakiegoś konkretnego planu. Miałam swój plan 3 – treningi w tygodniu w tym jedno wybieganie. Swoje treningi realizowałam ze swoimi koleżankami biegowymi, a czasem z mężem.
Sam start w maratonie wspominam bardzo dobrze gdyż od początku biegłam z mężem, który mnie prowadził – pilnował tempa i naszego ustalonego planu na ten start. Biegło mi się bardzo dobrze. Do 30 km biegliśmy zgodnie z planem każde kolejne 10 km kończąc w szybszym czasie. Po 30 km, pojawiły się pierwsze oznaki zmęczenia, ale postanowiłam sobie, że muszę biec i się nie zatrzymywać, ponieważ jak stanę lub przejdę do marszu to mogę już nie ruszyć. Powiedziałam o tym mężowi, który miał pierwszy kryzys. Biegliśmy dalej aż do 37 km. do początku znacznego podbiegu, który ciągnął się chyba z 2 km. Piotrek w trakcie tego podbiegu przechodził już do marszobiegu, a ja parłam do przodu myśląc „tylko się nie zatrzymuj, tylko się nie zatrzymuj!”. Byłam z siebie dumna wyprzedzając wiele osób, które pokonywały już ten podbieg idąc. Na 38 km był punkt z wodą, na którym doszedł mnie z powrotem mąż, który wciąż walczył z kryzysem. Minęliśmy kibiców MGB, po których spotkaniu dostaliśmy ogromnej siły. Mąż ruszył do przodu przyspieszając znacznie jakby dostał zastrzyk energii. Zbiegaliśmy alejami Parku, które prowadziły aż do Stadionu. Na 40 km u mnie pojawił się kryzys i przeszłam do marszu. W końcu 41, 42 km, bieżnia stadionu i wymarzona meta. Start uważam za bardzo udany, ponieważ biegłam równo, bez zatrzymywania się aż do 40 km. i pokonałam niewielki dystans marszem.

Relacjonowała: Ewelina Maryniak.

Spar Budapest Marathon!

…Bieg ten potrwał godzin wiele.
Gepard wybił się na czele.
A nasz żółw na szarym końcu
bieg ukończył po miesiącu.

Lecz nie liczy się wygrana
i medale, blaski, brawa.
Wszystko to nie ma znaczenia.
Najważniejsze są marzenia!

Są maratony i maratony 🙂 dla mnie wszystkie, bez wyjątku są ogromnym wydarzeniem i walką. Jednak okoliczności, ludzie z którym biegam i niesamowite widoki napełniają mnie wiarą, że należy próbować dalej, bez względu na czas biegu. Marzenia muszą być i należy je spełniać 🙂 Zostały jeszcze dwa w 2019 r., może ktoś dołączy, bo warto 🙂 – zachęca Aleksandra Matuć.