Hard Dog Race Poland!

W sobotę na Farmie Makedońskich koło Warszawy odbyły się zawody pod hasłem „sześć nóg, dwa serca, jedno zwycięstwo”. Zgłosiło się ponad 450 par, składających się z człowieka i psa. Jest to jedyny tego typu bieg OCR nie tylko w Polsce, ale i w Europie.

Na zawodników czekała trasa wiodąca po łąkach, lesie, na wydmach, a także przez stawy o głębokości ponad 1 metra. Organizatorzy zadbali o ciekawe przeszkody, na których trzeba było się czołgać, wspinać, oraz przenosić ciężary. Zawody nie należały do łatwych, wymagały nie tylko siły fizycznej, ale także więzi i współpracy z posiadanym psem, które były kluczem do sukcesu.

Wśród zawodników był nasz człowiek – Bogdan Balcerzak z Miką, który tak wspomina zawody:

„Hard Dog Race to taki katorżnik z psami, 6 km, 16 przeszkód. Teraz obyła się 2 edycja w Polsce. Po pierwszych zawodach w Dąbrowie Górniczej, gdzie zająłem 3 miejsce indywidualnie zostałem zaproszony do startu w drużynie HDR Wataha Dąbrowa Górnicza i stało się na 18 drużyn z kilku krajów zajęliśmy 2-gie miejsce.”

Zdjęcia: Organizatorzy, HDR

Wings for Life World Run w Zadarze – bieg inny niż wszystkie.

Planując wakacje, chciałem pobiec w jakimś biegu zagranicznym spełniając przy tym kolejne swoje marzenie. Przeglądając terminy biegów i dopasowując to do moich planów zawodowych (zmiana pracy) idealnym terminem okazał się maj i termin Wings’a idealnie się wpasował.
W tym biegu pierwszy raz pobiegłem w 2015 roku w Poznaniu i już wtedy pojawił się pomysł, aby pobiec ten bieg w innych europejskich lokalizacjach.
Jako, że miały to być wakacje z rodziną a bieg tylko taką wisienką na torcie problemem okazał się wybór lokalizacji. W tym roku mocno obcięto lokalizacje w których samochód goni uczestników. Z 24 lokalizacji z zeszłego roku, wytypowano tylko 12 na całym świecie. Odpadły m.in takie lokalizacje jak Walencja (Hiszpania), Mediolan (Włochy), Kalmar-Oland (Szwecja), Cambridge (Anglia), Stavanger (Norwegia). Wybór padł na Zadar w Chorwacji. Nie chcieliśmy jechać do Izmiru (Turcja), a i lokalizacja Kakheti w Gruzji na pierwszy raz z dzieckiem nie wydawała się dobra.
Pogoda z poprzednich lat około 20-21 stopni wydawała się idealna i na wypad wakacyjny i na bieg.
Do Chorwacji przyjechaliśmy 2 maja, czyli 4 dni przed biegiem. Zdążyłem dwa razy pobiegać, mieszkaliśmy 200 m od trasy biegu, co było dodatkowym atutem. Wtedy dowiedziałem się, że trasa płaska nie jest, pomimo że większość trasy biegnie blisko morza.
Pakiet odebrany w sobotę, przy okazji zwiedzanie miasta Zadar. Piękne stare miasto z zabytkami i nowoczesnym portem jachtowym przy którym odbywał się start. Miasteczko super zorganizowane tuż przy nabrzeżu, białe namioty idealnie wkomponowały się w średniowieczne budowle. W pakiecie oprócz numeru znalazł się Red Bull (sponsor biegu), mufa, pas biegowy z kieszonką i mocowaniem na numer startowy. Pakiet startowy w Zadarze był chyba najtańszy ze wszystkich lokalizacji. Kosztował tylko w przeliczeniu 70 zł, dlatego nie było koszulki w pakiecie.
Niedziela dzień startu – jadę sam, rodzinka zostaje w domu i na 11 km będzie robiła polską strefę kibica. Start o 13:00 więc na spokojnie czekałem w cieniu na ławeczce. Zawodnicy zaczęli ustawiać się w strefach startowych już od godziny 12 i tak w pełnym słońcu czekali godzinę. Krótka rozgrzewka, dwie przebieżki, parę wymachów i udałem się do swojej strefy startowej (2), która o 12:30 była już pełna (szok). W kolejce na wejście do strefy spędziłem 10 min. i samo stanie w tym upale sprawiało, że już byłem cały spocony. Każdy kto stał na starcie czy to w Zadarze, czy innych lokalizacjach był tego dnia zwycięzcą. Całość wpisowego była przeznaczona na cel charytatywny, jakim są badania nad rdzeniem kręgowym.
Tuż przed startem czterech spadochroniarzy wylądowało obok nas. Godzina13:00 i cały świat ruszył – ponad 63 000 osób w lokalizacjach z samochodem i prawie 13 000 z aplikacją. W Zadarze pobiegło 7352 osoby. Mój pierwszy kilometr to było dosłownie przeciskanie się przez tłum. Wiele osób pomimo startu z drugiej z czterech stref startowych postanowiło tylko truchtać i tym którzy chcieli biec przysporzyło to trochę problemów. Tysiące ludzi dopingujących, połowa miasta zamknięta dla biegaczy, dużo przybitych piątek i starszym i młodszym. Początkowo z emocji i tego dopingu człowiek zapomniał o skwarze. Pierwszy punkt nawadniający już po 1,5 km – łyk wody, reszta na głowę. Wiedziałem, że to będzie walka z upałem a nie trasą. Chciałem pobiec w tempie maratońskim z Orlena (4:50) co miało mi dać ok 30 km. Niestety, gdy wybiegliśmy z centrum na szeroką aleje lekko pod górkę to już przed 4 km poczułem jak słońce dosłownie parzy i wiedziałem, że tempo poniżej 5:00 będzie bardzo ciężko utrzymać. Na plecach miałem swój bukłak z litrem izotonika i już przed drugim punktem nawadniania (w okolicy 5 km) zdążyłem się napić, a miał być na później. Lekko w dół po czym zaraz w górę, by na 7 km wspiąć się 40 m n.p.m w miejscowości Bibinje. Cały czas udawało mi się wyprzedzać kolejnych zawodników. Na 8 km długi zbieg do miejscowości Sukosan, gdzie czekała moja strefa kibica z biało czerwoną flagą Polski widoczną z daleka. Kolejne 4 km płasko, blisko morza z cudownymi widokami na okoliczne wyspy. Na 16 km kolejny podbieg, na szczęście trochę lasu i kolejny punkt z wodą. Większość hamuje do zera i trzeba mocno zwolnić, by zabrać parę kubków wody. Tempo spada do 5:15 i na tę chwilę jest one komfortowe. Nie chcę przeginać, to tylko bieg towarzyski a nie wyścigi po życiówkę. Wielu zawodników po 18 km po prostu siada i już czeka na samochód. Kolejna miejscowość, kolejny podbieg, później zbieg i mijam 22 km. Zaczynam ciężko oddychać ale wiem, że zostało może jeszcze 10-12 min biegu. Zbieram resztki sił na ostatnie minuty, lekko przyspieszam. Na 24 km słyszę w oddali klaksony samochodów i na te kilkaset metrów przyspieszam. Jeden łyk wody na punkcie odżywczym i zaczyna się ostatnie 200 m. Gdy mija mnie samochód kłaniam się i dziękuję, jestem zadowolony. Idę do autobusu, wcześniej posilając się pomarańczami i czekoladą. Po 30 minutach jestem z powrotem w Zadarze, udaję się do miasteczka namiotowego w starym mieście. Niestety tam dowiaduję się, że nie ma medalu, ani wody na mecie 🙁 duże nieprzyjemne zaskoczenie na koniec.

Wings for Life World Run 2018 Zadar Chorwacja – największy bieg charytatywny na świecie. Warto pobiec dla samej przygody i by pomóc tym którzy nie mogą. Dla mnie nowe doświadczenie, poznanie innej kultury oraz biegaczy z całego świata.

Relacja i zdjęcia: Arkadiusz Gorczycki

Wings for Life World Run – Poznań

Wings for Life to nie jest zwykły bieg, bo po pierwsze cały dochód z wpisowego przeznaczony jest na badania nad urazami rdzenia kręgowego, tak aby osoby poruszające się na wózkach miały możliwość poruszać się na własnych nogach. Drugą i najbardziej charakterystyczną cechą tego biegu jest to, że nie biegniemy do mety, lecz ona goni nas. Mój start w tym biegu to trochę przypadek, moje szczęście a pech kolegi który doznał kontuzji i zaproponował abym go reprezentowała. Sama do końca nie byłam pewna czy pobiec mając mały problem z kolanem. W piątek podjęłam ostateczną decyzję – biegnę mimo wszystko ile będę mogła, resztę przejdę.

Sobota godzina 13:30 wyjazd w doskonałym towarzystwie Arka, Przemka i Łukasza. Kierunek Jarocin. W godzinach popołudniowych przyjechaliśmy do Beaty, gdzie czekali na nas już pomarańczowi przyjaciele: Beata, Grażyna, Robert i Damian. Wieczór upłynął bardzo szybko przy ognisku na wspomnieniach jak było na poprzedniej edycji i czego mogę się spodziewać w czasie biegu. W niedzielny poranek przyjechaliśmy do Poznania, miejsce startu w tym roku znajdowało się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Po odebraniu pakietów startowych wyszliśmy na plac centralny MTP, gdzie było miejsce startu, wielka scena i telebim. Panowała niesamowita atmosfera, której jeszcze nigdzie nie widziałam. Wszyscy radośni, szczęśliwi i uśmiechnięci. Około godziny 12:30 udajemy się do wyznaczonych stref startowych. W tym miejscu możemy na telebimie podglądać jak przygotowują się do startu w jedenastu innych miastach na całym świecie. Stojąc na starcie myślałam jak pobiec, jaki cel sobie postawić i doszłam do wniosku że jeżeli przebiegnę 10 km to będę bardzo zadowolona. Nadchodzi godzina 13:00 i jest sygnał startu. Rusza 7400 zawodników w Poznaniu, około 70000 zawodników w pozostałych miastach. Gdy już wystartowałam biegłam szybko do 5 km. Biegło się wspaniale, kolano nie bolało. Na trasie mnóstwo kibiców, jak dotąd nigdzie tylu nie widziałam. Poza ścisłym centrum Poznania taka sama niesamowita atmosfera, również mnóstwo kibiców i wolontariuszy którzy nas mocno wspierali. Dodawało nam to sił i chęci do dalszego biegu. Pięknie oglądało się jak mocniejsi biegacze pomagali tym na wózkach, aby jak najdalej mogli uciec Adamowi Małyszowi, który wystartował samochodem o 13:30. Biegnąc w pełnym szczęściu pokonuję kolejne kilometry. Nagle uświadamiam sobie, że plan już wykonałam a Adam mnie jeszcze nie dogonił. Mając jeszcze siły i słysząc niesamowity doping biegłam dalej, niestety nic nie trwa wiecznie. Jest i on,ten który z uśmiechem oznajmia nam że to już koniec. Szczęśliwa spoglądam na zegarek, a tam ponad 12 km. Spokojnie wracam do autobusu, który dowozi nas do miejsca startu. Odbieram pamiątkowy medal. Na miejscu czekali już na mnie Arek z Łukaszem, którzy jako pierwsi pogratulowali mi tak wspaniałego startu.

Wings for Life to bieg którego na pewno nie zapomnę, na który na 100 % wrócę za rok. To bieg który mogę polecić każdemu. Każdy go ukończy niezależnie ile przebiegnie kilometrów, a przy okazji wesprze fundację, która prowadzi badania nad przerwanym rdzeniem kręgowym. Jeszcze chciałam podziękować na super wyjazd i pobyt w Poznaniu Arkowi, Beacie, Grażynie, Robertowi, Łukaszowi, Damianowi i Przemkowi.

Relacja: Marzena Orzechowska

Zdjęcia: MGB, Wings for Life, Grażyna Wojtasińska

Bieg Kobiet w Gliwicach – Zawsze Pier(w)si!!

Dziewczyny same wiecie ile kobiet zmaga się z tą przykrą chorobą jaką jest rak piersi 🙁 Warto się badać!!! Im wcześniej zmiany zostaną wykryte tym lepsze rokowania.
Bieg, w którym miałam dziś przyjemność uczestniczyć był skierowany do Kobiet!!! Bardzo dobra organizacja pod względem biegowym, ale przede wszystkim pod względem informacyjnym: jak badać, co robić, gdzie szukać pomocy? Każda z pań (50+) mogła zrobić badanie mammograficzne, natomiast młodsze dziewczyny mogły skorzystać z badania ginekologicznego. Do tego usytuowane były stoiska z punktami informacyjnymi oraz wspaniałe Panie pielęgniarki, które wyczerpująco udzielały odpowiedzi na wszystkie pytania.
Rewelacyjna impreza, a wisienką na torcie była nasza piękna Sylwia Pietras, która zajęła 1 miejsce w swojej kategorii. Gratulacje Sylwia!!!
Wielkie brawa dla wszystkich dziewczyn z MGB, które dziś biegły w Gliwicach 🙂

Relacja i zdjęcia: Kasia Lepich

XII Bieg Konstytucji 3 maja w Bytomiu

Pierwsza w Europie i druga, po Stanach Zjednoczonych, na świecie. Uchwalona ponad 200 lat temu, a dokładnie 3 maja 1791 roku ustawa – Konstytucja miała swoje święto. Z tej okazji w Bytomiu odbyła się XII edycja Biegu Konstytucji mająca na celu uczczenie tego wydarzenia. W biegu wzięło udział ponad 120 uczestników, którzy zmagali się w tym dniu z upałem oraz niespełna 5 km dystansem w postaci czterech pętli wokół bytomskiego rynku. Nie zabrakło również zawodników z Miechowickiej Grupy Biegowej, którzy ukończyli bieg, a niektórzy z nich nawet stanęli na przysłowiowym pudle. Gratulujemy Wszystkim zdobytych miejsc.

1 2 3 43