Mamy IRON RUN-a!

Festiwal Biegowy w Krynicy-Zdroju to trzy dni pozytywnych emocji, endorfin, łez szczęścia, euforii, a także litry wylanego potu…

Na tym festiwalu każdy biegacz jest „gwiazdą”, jednak w tej edycji festiwalu najjaśniej świecił Hieronim Filipiak, który podjął się niezwykle trudnego zadania – IRON RUN. W ciągu trzech dni musiał pokonać biegową etapówkę startując w biegach górskich i ulicznych, łącznie pokonując ponad 140 km!

Hirek podzielił się z nami wrażeniami po swoim wyczynie:

„Mam to! Zostałem IRON RUN-em! Cały cykl składał się z 9 biegów, w pierwszym dniu były krótsze dystanse. Zaczynaliśmy od Biegu na 1918 m, potem był bieg na 15 km i na zakończenie dnia Bieg Nocny na dystansie 7 km. Biegi krótkie, bez zmęczenia organizmu.

„Zabawa” rozpoczęła się rankiem dnia następnego… czyli od Ultramaratonu na 64 km! Wczesna pobudka, gdyż już o godzinie 4.00 był wyjazd autokaru do Rytra. Start o godzinie 5.30, początek biegło się dobrze. Były mniejsze kryzysy i chwile zwątpienia… jednak największy kryzys był w Wierchomli Wielkiej po około 40 km… miałem ochotę zejść z trasy. Nie mogłem jednak zawieść moich kibiców, którzy bardzo mnie dopingowali. Zebrałem się w sobie, pokonałem kryzys i szczęśliwie dotarłem do mety!

Następnym bardzo trudnym biegiem był Koral Maraton odbywający się następnego dnia. Do 25 km biegło się w miarę komfortowo, potem zaczęły się problemy. Nogi coraz cięższe, górki coraz większe… Spoglądałem coraz częściej na zegarek i miałem wrażenie, że stoję w miejscu, bez upływu km. Dobiegając do Tylicza byłem praktycznie zrezygnowany i nie wierzyłem w powodzenie tego biegu. Przypomniałem sobie o swoich kibicach, którzy na mnie liczyli – jeszcze raz Wam bardzo dziękuję. To Wy daliście mi siłę, dzięki której udało się ukończyć wszystkie biegi. Najbardziej chciałbym podziękować mojej żonie Beatce, która mnie wspierała, pomagała, pilnowała żebym nie zaspał i zawsze zdążył na start. Bez niej nie został bym IRON RUN-em!”

Hirek jesteś naszym HERO! Gratulujemy!

4 Rudzki Półmaraton Industrialny

Już po raz czwarty wystartowałam w Rudzkim Półmaratonie Industrialnym. Jako mieszkanka tego miasta wzięłam sobie za punkt honoru wystartować we wszystkich edycjach tej imprezy.
Od samego początku towarzyszą mi w tym Kasia Konieczka i Robert Wróblewski, chociaż każde w innym dystansie. Kasia w tym roku wybrała 8,6 km:

„28.07 odbył się IV Industrialny Rudzki Półmaraton oraz bieg towarzyszący na odległość jak się na mecie okazało 8,6 km. Ponieważ w Rudzie biegamy od pierwszego zorganizowanego biegu to i teraz nie mogło nas zabraknąć. Robert wybrał dystans półmaratonu, ja natomiast drugi krótszy dystans i po czasie stwierdzam, że to był dobry wybór. Trasa została zmieniona, czyli miałam do pokonania dwa okrążenia po 4,3 km. Nic strasznego pomyślicie, bo ja też się cieszyłam, dopóki przed biegiem nie uświadomiono mnie o licznych podbiegach. Pomyślałam, co tam, nie takie trasy się pokonywało. Oprócz mnie ten sam dystans wybrała Justyna Słota, czyli Matka w biegu. No to start i biegniemy przez stadion, i w lewo a tam góra się ciągnie i ciągnie, później druga i trzecia do stadionu, i tak razy dwa. Stwierdzam, że to był bieg górski jak nic. Było fantastycznie, za rok znów tam wrócę i polecam ten bieg. No i serdecznie gratuluję wszystkim półmaratończykom, bo to był niezły wyczyn.” K. Konieczka

A no właśnie – „trasa została zmieniona…” Założenia półmaratonu industrialnego były takie, żeby pokazać biegaczom najciekawsze zakątki i obiekty naszego miasta. Wszystko szło zgodnie z planem, aż do teraz. Biegaliśmy 5 pętli po 4,3 km, jak chomiki w klatce. Tak to skomentował nasz kolega Janek:

„Zawodnicy po 2 pętlach nie wiedzieli gdzie jest meta i błądzili wokół stadionu. Później August wziął mikrofon i kierował biegaczy i kijkarzy. I niestety były korekty wśród biegaczy na dystansie 8,6 km. Ten start i to bieganie, co pętla wokół stadionu 5 razy to było jakieś niefortunne wg mnie. To tyle ode mnie, jako kibica!!!”

Wspomniane przez Janka wydarzenie skutkowało dwoma pierwszymi miejscami ex aequo. Jeśli zaś chodzi o mnie, to miałam ogromną przyjemność biec przez przeszło dwie godziny z dwiema jakże wspaniałymi koleżankami z grupy: Beatą Filipiak i Dorotą Mrachacz. Wiecie jak ważne są pogaduchy wśród dawno niewidzialnych kumpeli, więc miałyśmy okazję nadrobić zaległości poznając po drodze wielu wspaniałych ludzi- pozdrowienia dla Terminatora. Już na pierwszej pętli minął nas Piotr Mrachacz, który po 4 km był 3-ci. W rezultacie ukończył 8,6 km na miejscu siódmym. Nie było kategorii wiekowej na tym dystansie, lecz gdybym była niechybnie byłby pierwszy na pudle. Po biegu były pyszności i przyjemności. Ten bieg słynął również z dużej ilości sponsorów, jednakże w tym roku ich zabrakło, toteż do rozlosowania było zaledwie 10 zegarków Polar.
Podsumowując: liczę na zmianę trasy w przyszłym roku (mniej pętli), na towarzystwo moich niezłomnych koleżanek (Beata zrobiła półmaraton z okropnymi odciskami na stopach, niech komentarzem będą jej słowa: „Hirek mnie zabije!!” oraz na wyższą frekwencję, bo niestety w tym roku szału nie było!

Relację przygotowała Edzia.

1 2 3 46